Strona poświęcona meteorologii od strony teoretycznej i praktycznej - wiele wskazówek dla meteorologów amatorów - jedyny w Polsce kalkulator meteo on-line ! meteorologia, synoptyka, meteo, pogoda, prognoza, klimat, fronty, atmosfera, atmosferyczne, ciśnienie, front chłodny, front ciepły, cyklon, tornado, superkomórka, śnieg, wiatr, obliczenia meteorologiczne, prognoza pogody na wakcje, urlop, ferie. Prognoza pogody na lipiec 2010, prognoza pogody na maj 2010, na czerwiec, na sierpień, na wrzesień, na październik, na listopad, na grudzień, na styczeń, na luty, na marzec, na kwiecień, opady atmosferyczne, prognoza pogody na lato 2010. Pogoda na lato 2010, pogoda na wakacje 2010. Pogoda na ferie 2010. Pogoda na Święta Bożego Narodzenia. Pogoda na Sylwestra. Pogodna na Nowy Rok. Orkan Kyrill. Pogoda na weekend majowy. Pogoda w Polsce.
Nastał pierwszy maja i jak z bata
strzelił zaczęła się cudowna pogoda. Było powyżej 20 stopni, słonecznie, bez
deszczu. Tylko na krańcach zachodnich i północnych była gorsza pogoda. Tam następowało
zjawisko ścierania się dwóch różnych typów powietrza. Znad kontynentu płynęło
gorące i suche pompowane przez wyż rosyjski, a znad oceanu napływało powietrze
chłodne i wilgotne, za sprawą niżu, który usadowił się akurat nad Odrą. W
wyniku tego występowały tutaj deszcze i burze. Coś niezwykłego, że znaleźliśmy
się w tak korzystnym położeniu. Byliśmy najcieplejszym w Europie krajem!
Temperatura nieraz dochodziła do 30 st. C. Cały weekend była piękna, doskonała do
wypoczynku pogoda. I dopiero na koniec, w ostatnim dniu...
5.05.2002
W niedzielę, ostatni dzień wielkiej majówki, nad zachodnią
połową Polski przeszły burze. Były gwałtowne i naprawdę efektowne. Około 17:00
niebo na SW horyzoncie zaczęło się robić pomarańczowe. Z SSE nadchodził wielka,
ciemnogranatowa chmura. Wcześniej pogoda była dosyć ładna, pojawiły się tylko
altocumulusy, więc nie spodziewałem się jakichś burz. Ale około 17:20 można
było usłyszeć lekkie i częste pogrzmiewania. Nadchodziła burza! Zbliżała się od
strony Warty i tam na razie zaczęło się błyskać. Pioruny były proste i trochę
rozgałęzione o fioletowym zabarwieniu. Około 18:00 burza przeszła Wartę i
błyskało się też nad Poznaniem. W przybliżeniu 1-2 pioruny na 30 sekund. Burza
odeszła około 20:00. Na zdjęciach satelitarnych można było zobaczyć, że
cumulonimbus rozwinął się nad Górnym Śląskiem i wędrował na NW nad Wielkopolską
zakręcając na północ. Była to naprawdę cudowna burza, potęgująca uczucie grozy
i co najważniejsze szła od lądu i z południa.
Piekielna burza, 14.05.2002
To co zdarzyło się dzisiaj trudno nazwać
anomalią, gdyż zdarza się z jasnych fizycznie przyczyn w określonych warunkach
atmosferycznych. Jednak gwałtowność i zaskakująca dynamika zjawiska wstrząsnęły
mną i przeraziły mnie.
We wtorek dnia dzisiejszego przez Polskę
miał przejść front chłodny niżu znad Morza Północnego. Na wschód od Polski
znajdował się ośrodek wyżowy, który zapewniał wysoką temperaturę, ale też
(zasilany wilgocią znad Atlantyku) przynosił burze (w sobotę i niedzielę
mieliśmy dwa, typowo tropikalne dni). Rano było pogodnie, około 10:00 na niebie
pojawiały się pierwsze "plamy" zwiastujące rozwój chmur kłębiastych.
Około 13:00 chmury były już znacznie rozbudowane i powoli zaczynały występować
wyładowania atmosferyczne, przelotne, intensywne opady deszczu i tak było do
wieczora. Przez te dwa dni wystąpiło kilka ładnych burz. Wspomniany front
zauważyłem na porannych zdjęciach satelitarnych jako szerokie pasmo chmur
rozciągające się nad wschodnimi Niemcami. Na mapie wyładowań atmosferycznych
nie było, w obszarze frontu, widzialnych żadnych. Prognozy jednak zapowiadały
na godziny popołudniowe burze. Około godziny 14:30 na mapie wyładowań ni stąd,
ni zowąd pojawiła się cała strefa wyładowań rozciągająca się od Szczecina po
Bełchatów, jednolita i dosyć wąska. Dziwem wyładowania rozpoczęły się dokładnie
po wkroczeniu frontu na teren Polski, po przekroczeniu Odry. Na zdjęciu
radarowym z Berlina z godziny 14:00 można było znaleźć potwierdzenie wyładowań
w postaci strefy bardzo intensywnych (kolor czerwony) opadów. Jedna z nich
ustawiona była tak, że szła na Poznań. Oczywiście teraz śledziłem kierunek
przemieszczania się burz bez przerwy. Ustaliłem, że nad Poznań burze nadciągną
około 15:45.
Pogoda była jeszcze ładna, na niebie
pojawiały się nowe cumulusy i cirrusy, a także warstwy altocumulusów. Było
ciepło - około 24 stopni, a wiatr zaczynał się wzmagać. Trzeba dodać, że było
duszno.
Na kolejnych mapach wyładowań strefa ich,
która dotąd była zwarta, zaczęła się jak gdyby, szczególnie na wysokości
Wielkopolski, rozrzedzać i tracić na sile. Zaniepokoiło mnie to trochę, gdyż
bardzo chciałem, aby wystąpiła jakaś efektowna burza. Jednak o godzinie 15:15
kiedy to znowu zobaczyłem na mapę, okazało się, że na zachód od Poznania
znajduje się dosyć zwarta plama wyładowań (pasmo wyładowań nadal rozciągało się
przez całą Polskę). O 15:30 plama ta zrobiła się jeszcze bardziej wyraźna i
zdecydowanie szła w kierunku Poznania. Na tej podstawie mogłem przypuszczać, że
właśnie jestem świadkiem rozwoju jakiejś większej burzy, a stwierdzenia te
oparłem na tym, że Poznań położony jest trochę na wzgórzu, więc następuje tutaj
większe wypiętrzanie chmur burzowych, a co za tym idzie mogą tu one być
gwałtowniejsze. Chmury zaczynały się robić coraz posępniejsze, także horyzont
stawał się bardziej szary. Ostatnie blaski słońca padały jeszcze na bloki, ale
w końcu padł cień i od tej pory było już tylko coraz ciemniej.
Minuta za minutą wieżowce robiły się
coraz bardziej ciemne, niebo od południowego zachodu i zachodu ciemniało
najpierw. Na północy było jeszcze jasne. Od strony miasta powoli postępował
coraz większy mrok, także od północy robiło się szaro. Zaczęło padać - od razu
solidnie, ale niezbyt mocno. Deszcz przesuwał się od strony miasta, powoli
ograniczał widoczność. Po kilku minutach, około 15:40, zaczęły być słyszalne
pogrzmiewania. Serce zaczęło mi mocniej bić - wiedziałem, że będzie burza. Na
południowym horyzoncie było już widać ciemną strefę, która mogła oznaczać tylko
jedno - ulewę. Strefa ta powoli zbliżała się (od zachodu też pewnie coś
nadchodziło, ale było to dla mnie niewidoczne, gdyż mam balkon zwrócony na
wschód). Deszcz trochę osłabł i co niektórzy ludzie zaczęli wychodzić z
ukrycia. Ja w duchu myślałem sobie: -Co za nierozsądni ludzie, nie wiedzą co
ich za chwile spotka. A mogło ich spotkać wiele...
Chmury nad miastem robiły się coraz
ciemniejsze, u ich podstawy występowało zjawisko mamma - wypukłości zwiastujące
ulewę. Niesamowite, od strony zachodniej zaczęło się błyskać, błyski odbijały
się od sąsiedniego bloku, i występowały jeden po drugim, praktycznie bez
przerwy! Tak jakby cała chmura emanowała światłem. Pogrzmiewało coraz głośniej.
Ciemna strefa wkroczyła nad miasto i powoli nadchodziła nad Piątkowo. Była
15:45 kiedy zaczęła się ulewa. Poprzez deszcz po wschodniej stronie było
doskonale widać strukturę chmur. Jedna warstwa wyżej położona, druga zawisła
niżej będąc poszarpaną i jasno granatowo-grafitową. Wiatr powiewał mocno, a zza
mojego bloku od strony miasta przemieszczała się pojedyncza
jasnoniebiesko-ołowiana chmura. Pędziła ona dosyć szybko i nie wróżyła nic
dobrego. Było widać tylko jej część, gdyż czarno robiło się wszędzie, a ciemna
ściana znad miasta wkraczała na Piątkowo. Było ciemno niesamowicie, mrok raził
od bloków. Intensy, intensy... Leje potwornie. Krople deszczu rozbijały się o
beton i o dachy. Smugi deszczu szły zarówno od lewej jak i od prawej strony.
Cały czas błyska się, błyski przechodzą nad nasze głowy, grzmi już mocno, choć
pioruny biegną po chmurach u ich podstawy. Spojrzałem na chmury - wydały mi się
one niesamowite, miały dosyć jasną barwę ołowiano-grafitowo-niebieską. Nagle
huk deszczu staje się coraz większy, zaczyna on przechodzić w stukanie, jakby
ktoś wysypywał ziemniaki... Nie! To grad!!!
Normalnie z nieba zaczął sypać się grad.
Jego ilość z każdą sekundą wzrastała i stawał się coraz większy... Widoczność
była już bardzo ograniczona, samochody stanęły na chodnikach, ludzia ni
jednego... Grad, normalny grad. Siekał z ogromną siłą, zagłuszał każdy warkot
silnika, tłukł niemiłosiernie. Gradobicie trwało 10 minut. Po kilku minutach
chodnikami zaczęły płynąć rzeki, na skrzyżowaniu alejek stało dużo wody, na
której powierzchni pływał grad, wszędzie biało od gradu. Wreszcie grad zaczął
sypać coraz słabiej, powoli opad przecierał się. Było to ok. 16:00. Błyski
przesunęły się na naszą stronę i nadal szły po chmurach. Można było wyjść na
balkon i ocenić straty. Grad, grad i grad. Pełno go leżało na trawie, na
chodnikach, na obrzeżach kałuż-jezior, gdzie tworzył białe skupiska. Jezioro na
skrzyżowaniu alejek - woda wybijała poprzez jedną ze studzienek, jezioro na
lewo na ulicy, jezioro na placu dla dzieci, jezioro na Gieburowskiego. Wszędzie
woda, grad i grad. To było coś niesamowitego, coś potwornego. Huk z jakim bił
grad, i efekt jaki on wywołał mógł przerazić każdego. A jednak doigraliśmy się
- burza jak się patrzy nawiedziła Poznań i... poszła dalej. Tylko, że akurat u
nas dała grad - zjawisko rzadkie, lokalne, ale teraz akurat u nas. Ile jeszcze
chmur przepłynie zanim znowu spadnie grad.
Tomasz Czajkowski
WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI BĄDŹ W CZĘŚCI "PAMIETNIKA POGODOWEGO TOMASZA CZAJOWSKIEGO"
JEST MOŻLIWE WYŁĄCZNIE ZA ZGODĄ AUTORA ORAZ NA WARUNKACH PRZEZ NIEGO OKREŚLONYCH.